Publikácie

[ späť ]
Publikácie  Publikácie v poľskom jazyku  Słowackie meduzy, cerbery a i Tatrzańskie smoki

Słowackie meduzy, cerbery a i Tatrzańskie smoki

Słowackie meduzy, cerbery a i Tatrzańskie smoki

Zazwyczaj hipotezy kryptozoologów dotyczące różnych egzotycznych stworzeń wodnych, tradycyjnie dotyczą ogromnych prehistorycznych gadów, gigantycznych ośmiornic i kalmarów. Jest tutaj jednak dalsza, zupełnie różna od nich kategoria zwierząt, która w dyskusjach na temat nieznanych stworzeń wodnych jest niemal zupełnie pomijana. Chodzi o meduzy – tym razem nie o takie niebezpieczne twory, jakim jest np. australijska Chirones fleckeri czy ogromny polarny gatunek, jakim jest Cyanea capillata (bełtwa festonowa) zwany „lwią grzywą” – ale o znacznie mniejsze krążkopławy, chociaż niemniej interesujące, bo żyjące wprost… w samym sercu Europy!

Dla mieszkańców typowego wewnątrzkonty­nentalnego kraju, jakim jest dzięki swemu położeniu geograficznemu na kontynencie europejskim Słowacja, meduzy staję się niecodziennymi, egzotycznymi stworzeniami, z którymi łączą się wspomnienia z urlopu spędzonego nad morzem czy filmy dokumentalne emitowane przez kanał TV Discovery poświęcone morskiej faunie. Myślowa asocjacja pomiędzy pojęciami „morze” i „meduza” jest oczywista, bowiem te ostatnie należą do typowych morskich stworzeń, chociaż – jak to wyniknie z dalszych partii tekstu – mogą istnieć od tego całkiem niecodzienne odstępstwa i wyjątki… Biorąc pod uwagę to, że meduzy są bardzo czułe na ubytek soli w swym otoczeniu, będzie dla Czytelników czymś niezwykłym stwierdzenie, że można je spotkać także w wodach słodkich, w których ich występowanie jest sporadyczne i ograniczone w czasie. Do takich meduz słodkowodnych należy właśnie gatunek Craspedacusta sowerbii, którą pierwszy raz odkryto na słowackim odcinku Dunaju (od Bratysławy do Komarna) w 1961 roku.

Jej wejście do ludzkiego poznania i zoologicznej nomenklatury zaczęło się w roku 1880, kiedy to została ona opisana przez angielskiego zoologa Lankestera w próbce wody z jeziora w pewnym londyńskim parku. Podaje się przy tym jako ciekawostkę, że polipowe stadium rozwojowe tej meduzy zostało opisane jako odrębny gatunek Microhydra ryderi, i dopiero w 1924 roku udowodniono związek pomiędzy tymi dwoma stadiami rozwojowymi j e d n e g o gatunku Craspedacusta sowerbii.

Dojrzałe stadium tej meduzy ma kształt niewielkiego dzwonka o średnicy 2 cm. Na jej obwodzie wyrasta kilkaset nici parzydełek – vide rysunek 1. Meduzy poruszają się przy pomocy charakterystycznego pulsowania ciała, zaś żywią się fito- i zooplanktonem. Z zapłodnionych jajeczek najpierw wylęgają się wolno pływające, planulle, które po pewnym czasie przeistaczają się w osiadłe polipy. Polip ma kształt robaczka długiego na 2 mm i wiedzie takie życie, jak stułbie, tylko, że nie ma ramion. Ma za to kilka macek umieszczonych koło otworu gębowego, a dzięki paraliżującym komórkom jest w stanie upolować drobne zwierzęta wodne – patrz ryc. 2. Polipy słodkowodnej meduzy ze Słowacji żyją w koloniach po dwa, cztery rzadziej w dziesięć osobników. Żywią się drobnymi zwierzątkami wodnymi, które porażają parzydełkami. W czasie niesprzyjających warunków oraz w zimie polipy zmieniają się w swe formy przetrwalnikowe.

Najbardziej powszechnym sposobem ich rozmnażania się jest pączkowanie. W lecie z polipów tworzą się miniaturowe meduzy, które po dorośnięciu do średnicy 0,4 mm uwalniają się i zaczynają samodzielne życie, rychło dorastając do normalnych rozmiarów. Rzecz ciekawa, meduzy te zamieszkują wody od głębokości 9 m.

Jak twierdzi słowacki zoolog dr Milan Ertl istnieje drugi rodzaj polipów z gatunku Craspedacusta, które mają od 8 do 30 długich i cienkich ramion. Ten typ, opisywany także jako odrębny gatunek Calposoma dactyloptera zdarza się niezwykle rzadko i nie jest jasne, co spowodowało jego powstanie i dlaczego nie tworzy on następnych generacji… Nawiasem mówiąc, na drugim krańcu świata – w wysłodzonych wodą deszczową atolach archipelagu Palau – można znaleźć inne meduzy – vide ryc. 3 – ale trudno o nich powiedzieć, że są one w pełni słodkowodne.

Z dotychczas wykonanych badań jest wiadome, że na rozwój meduz wpływa temperatura wody, która przekracza +25oC. Z tego punktu widzenia występowanie tych meduz w wodach słowackiej części Dunaju jest swoistym curiosum Przyrody, bowiem temperatura wody w tej rzece jest rzadko kiedy wyższa, niż +20oC – jest zatem prawdopodobne, że meduzy te rozmnażają się tylko i wyłącznie w spokojnych, nagrzanych i nasłonecznionych zakolach i zatokach po słowackiej stronie rzeki, skąd są od czasu do czasu wypłukiwane do głównego nurtu Dunaju.

No i należałoby teraz odpowiedzieć na pytanie: Jak się te meduzy z gatunku Craspedacusta sowerbii dostały na teren Słowacji? Jest to zagadką, bowiem za miejsce pochodzenia tych meduz uważa się chińską rzekę Jangcy-ciang (Niebieska Rzeka), gdzie gatunek ten – wedle kronikarskich zapisków – jest znany już od XIII stulecia. Nawiasem mówiąc – jak we wszystkich kryptozoologicznych zagadkach – podane jest niekonwencjonalne wyjaśnienie, o prawdziwości którego świadczy między innymi fakt, że ekspansja meduz na Słowacji jest znaczna, a ich występowania – jak twierdzą specjaliści – nie da się przewidzieć nawet w tych miejscach, w których w przeszłości miał on miejsce. I tak: w jednym roku w pewnym miejscu pojawiło się całe mnóstwo meduz, zaś w następnym – ani jedna… – by potem pojawić się znów! W pewnych izolowanych zbiornikach wodnych meduzy pokazały się tylko jeden jedyny raz, a potem ich już nie znaleziono, mimo intensywnych poszukiwań…

Jakie zatem wyjaśnienie mamy na myśli? Teorie o istnieniu światów równoległych opierające się o zdobycze współczesnej fizyki liczą sobie już kilkadziesiąt lat. Ich implikacją są hipotezy opisujące możliwości i mechanizmy przenikania się tych światów w naszym najbliższym otoczeniu. Z punktu widzenia długości ludzkiego życia, prawdopodobieństwo interakcji naszego świata ze światem równoległym jest niezmiernie niska, jednakże podobne przypadki były odnotowywane. Przecież wszystkie wydarzenia, których prawdopodobieństwo jest większe od zera m u s z ą się kiedyś zdarzyć…

Słynny czeski badacz Nieznanego – Aleš Hruška twierdzi, że: Jeżeli założymy, że taka możliwość istnieje bezspornie przez cały czas istnienia życia na Ziemi, to musimy również wziąć pod uwagę i to, ze w sprzyjających warunkach fizycznych do równoległych światów mogą przenikać nie tylko ludzie, ale i inne istoty żywe – w obie strony… A zatem poza specyficzną florą i fauną można w równoległych światach znaleźć także florę i faunę zbieżną z naszą, jeśli tylko będą spełnione biologiczne warunki ich bytowania i rozmnażania się.

A więc, czy te słowackie meduzy przybyły do nas wskutek przesunięcia ich do naszego świata z jakiegoś świata równoległego? – wydaje się, że tak. Każdy zaobserwowany rodzaj jest zawsze reprezentowany przez małą ilość egzemplarzy, co świadczy o tym, że środowisko, w którym zamieszkują, nie jest zbyt odpowiednie dla nich – pisze dalej Aleš Hruška w godnej uwagi monografii pt. „Paralelné svet” („Światy równoległe”).

Według różnych źródeł historycznych, te stworzenia w przeszłości też nie występowały liczniej, niż teraz. Dzisiaj, mając doświadczenie z ochroną gatunków ginących możemy założyć, że tak nieliczna populacja nie byłaby w stanie zapewnić przetrwanie gatunku. Pewnym wyjaśnieniem byłoby przenikanie tych stworzeń ze świata równoległego, którego czas teraźniejszy odpowiadałby naszemu Mezozoikowi. Zwierzęta, które przeniknęły do innego świata i znalazły tam sprzyjające ich rozwojowi warunki życiowe, od razu rozmnożyłyby się, rozszerzyły swe panowanie i stałyby się gatunkami wiodącymi w tychże światach równoległych.

Jak się wydaje, ta hipoteza daje odpowiedź na wiele problemów kryptozoologii, badającej wiele dziwnych znalezisk ze wszystkich kątów naszego świata. Co będzie ze sprawą tajemniczych meduz na Słowacji – pokaże przyszłość. Wydaje mi się, że o wiele bardziej prostszym i przemawiającym do rozsądku wyjaśnieniem jest to, że kiedyś w górę Dunaju wpłynął statek, który miała w zbiornikach balastowych wodę z którejś z chińskich rzek, w których owe meduzy zamieszkiwały i przybyły do Europy jako gapowicze – podobnie jak sławetny krab wełnistoręki przybył do Hamburga i odtąd zamieszkuje on ujście Łaby do Morza Północnego. NB, ostatnio w słowackiej prasie pokazały się wzmianki o pojawieniu się tych meduz w zakolach i zatokach starorzecza Dunaju Stare greckie mity i podania zachowały dla nas relacje o mitologicznym stróżu podziemi Tartaru – psu Cerberze – który pilnował wejścia do piekieł, państwa boga Hadesa czy jak kto woli – Plutona. Jego czujność i zażartość stała się przysłowiowa, ale znalazł się ktoś, kto go okłamał. Jednym z nich był Herakles, który wywlókł go z Hadesu na światło dzienne i pokazał mieszkańcom Myken.

Tradycja mówi, że Cerber przebywał w ciemnej przepaści Tainaru na dzisiejszym przylądku Matapan, położonego w najbardziej na południe wysuniętej części Peloponezu, ale realne analogie do jego losów znajdujemy także w innych jaskiniach i grotach Europy.

Kiedy w 1972 roku wyruszyła pierwsza słowacka ekspedycja do krasowych obszarów Bułgarii, jej uczestnicy dowiedzieli się od mieszkańców okolic miasta Karlukovo o jaskini, do wnętrza której pasterze tamtejsi wrzucali nie tylko śmieci i inne odpadki, ale także chore lub stare psy. Niektóre z nich przeżywały spadek do czeluści jaskini, zaczęły się w niej rozmnażać i utworzyły tam własną populację, która w nocy daje znać o sobie ujadaniem i wyciem.

Zwyczaj wrzucania do jaskiń chorych i padłych psów w przeszłości znany był także na Słowacji. Dowodem na to jest chociażby nazwa jaskini Psia Dziura w Demianowskiej Dolinie, która tworzy górną partię jaskini Pustej, w której znaleziono ogromną ilość czaszek i kości psów. Nazwa jej wzięła się stąd, że do tej głębokiej na 14 metrów jaskini pasterze wrzucali padłe, chore lub ciężko okaleczone psy. Niektóre z nich mogły przeżyć upadek z tej wysokości, a potem przeżywały one dzięki kanibalizmowi…

Na Słowacji istnieją także poziome jaskinie z dobrym dostępem, w których bytowały całe sfory psów – była to Psia Dziura przy Vidovej na Plešiveckiej Planinie, Psia Jama w Drienčianskom Krasie w okolicach Sliskiego, Psia Jaskinia w trawertynach Spišskiego Podehradia, czy wreszcie Psie Dziury, które tworzą część systemu korytarzy i sal Stratenskiej Jaskini. W tych przypadkach stada psów używały podziemnych przestrzeni jako schronienia dla młodych i legowiska.

Z długookresowym pobytem psów w głębokich partiach jaskini w absolutnych ciemnościach, labiryntem korytarzy i jaskiniowym klimacie zetknęli się speleologowie pod kierownictwem doc. dr Zdenka Hochmutha w Moldavskiej Jaskini podczas jej badania w latach 1992–1999. Jaskinia ta znajduje się w okolicach miejscowości Moldava nad Bodvou, w stoku naturalnej terasy, na której znajduje się dzielnica willowa. Jedyne wejście do jaskini otwiera się pod skalną ścianą. Drugie – dzisiaj zasypane – znajdowało się w odległości 80 metrów na północ, pod skalną turnią. Jaskinia ta komunikuje się także poprzez nieprzechodni korytarz z tzw. Jaskinią Makową, która jest oddalona o 80 metrów na północ od wejścia. Podziemie to tworzy kilka korytarzy z niskimi stropami, które łączą szerokie sale. Ponadto znajdują się tam także rurowate kanały wytworzone przez wody. Spąg korytarzy i sal jest częściowo gliniasty, częściowo bagienny. W niektórych miejscach występują w górę pionowe, erozyjne kawerny czy też kominy. Jaskinia ma jeden poziom, jej długość w kierunku północ – południe wynosi 180 m, zaś w kierunku wschód – zachód – 100 metrów.

Istnienie sfory psów jaskiniowych stwierdzono na wiosnę 1993 roku, bowiem zdradziło ją wycie i ujadanie w korytarzach i przy wejściu, ślady drapania i kopania w gliniastym podłoży spągu, znalezionych ekskrementach, kościach i śladach obecności szczeniąt. Ponadto nieprzyjemnym dowodem na ich istnienie były znalezione przez speleologów opite krwią kleszcze, które odpadły od swych gospodarzy. Jeżeli idzie o gatunek, to stanowi on krzyżówkę ras psów pokojowych pokroju szpica z psami pasterskimi średniej wielkości. Sforze przewodzi dominujący samiec i występuje w niej 3 i więcej osobników. Ich ilość zmniejszyła się poprzez odłów przeprowadzany przez miejscową ludność romską i akcjom służb weterynaryjnych.

Psy oznajmiają swą obecność w jaskini – kiedy człowiek się do niej zbliża – szybkim szczekaniem i stosują stereotypową taktykę. Wybiegają na skalny występ o wysokości około 10 metrów po lewej stronie wejścia, skąd dominujący samiec obserwuje całość sytuacji i szczeka. Drugi punkt obserwacyjny znajduje się na wysokości około 25 m nad wejściem. Po wejściu do jaskini psy przygotowują się do aktywnej obrony swego terytorium. Trasa ich przemieszczania się w podziemiach wiedzie od wejścia i „punktów obserwacyjnych” poprzez „Mnichową Dziurę” do „Makowej Jaskini”.

W podziemiach sfora najczęściej zatrzymywała się w sali wstępującej, o rozmiarach 15×30 m, gdzie panowała przyjazna temperatura i jednocześnie dobra wentylacja. Nie panują tam egipskie ciemności, ale dolatuje słabe światło od wejścia.

W głębi labiryntów jaskini nie ma już żadnego światła, a poruszanie się w niej jest niezmiernie skomplikowane ze względu na jej złożoność. Pomimo tego, tam też znajdują się ślady bytności psów, odciski ich łap w spągu, ekskrementy, resztki jedzenia, kłaki sierści, itd. itp.

Doc. Hochmut nazwał „Wyjściową magistralą” korytarz o dobrze ubitym, wydeptanym spągu, stanowiącym trasę od wejścia do Makowej Jaskini. Zwierzęta w całkowitej ciemności przebywają ponad 200 m w labiryncie korytarzy, kierując się śladami zapachowymi z absolutna dokładnością, bez błądzenia.

W kierunku zachodnim znajduje się bagnisty odcinek tzw. „Wielkiej Psiej Sali” z mnóstwem kałuż, stanowiących wodopój dla tych zwierząt. W kierunku południowo-zachodnim znajduje się długa część jaskini o niskim stropie, dzięki czemu niektóre korytarze nie są dla człowieka dostępne, a zatem istnieje możliwość, że psy wchodzą przez nie do jakichś jeszcze nie odkrytych przez ludzi, podziemnych przestrzeni. O ich przystosowaniu się do życia pod ziemią świadczą ślady tego, że żywią się one nietoperzami, co świadczy o ich doskonałym przystosowaniu się do tak niezwykłych warunków życia. Psy słabo widzą, za to ich słuch doskonale odbiera nietoperzowe ultradźwięki emitowane przez ich system echolokacji, dzięki czemu mogą łatwo upolować skrzydlatego mieszkańca jaskiń…

Spotkania jaskiniowych psów z człowiekiem nie są zbyt atrakcyjne. Zwierzęta te są płochliwe i w labiryncie jaskiniowych sal i korytarzy zawsze znajdują drogę obejścia intruza lub ucieczki. W przypadku bezpośredniej konfrontacji, zwierzęta te przyjmowały postawę obronną i ostrzegawczo warczały. Biorąc pod uwagę to, że w niskich korytarzach i komorach jaskini człowiek byłby narażony na atak, badacze jaskiń nie próbowali konfrontacji z psami. Rodzenie szczeniąt w jaskini ma miejsce w bliskości tzw. Prievanovej Rury, w miejscu, którego psy bronią dostępu wszelkim intruzom. Tam suki robią sobie legowisko wymoszczone sierścią i nanoszonymi do jaskini szmatami. Nowonarodzone osobniki nie zawsze dobrze znoszą warunki podziemnego świata, bowiem znaleziono sześć szkieletów piesków w wieku od 2 do 6 miesięcy życia… Z aktualnych informacji wynika, że psy, które zamieszkiwały tą jaskinię od kilku pokoleń, zaadaptowały się doskonale do tych warunków i ich kolonia jest unikalnym przypadkiem w regionie Europy Środkowej!

A teraz z innej beczki.

Od wielu lat większość kryptozoologów usiłuje we wszystkich kronikach, mitach, legendach i podaniach wszystkich narodów świata – a zwłaszcza w opowieściach o smokach – zidentyfikować tzw. neo-dinozaury, które mogły przeżyć aż do czasów historycznych. Także w naszym najbliższym otoczeniu możemy znaleźć dowody na ich istnienie.

W kronice miejskiej miasta Lewocza na Słowacji, prowadzonej przez imć Gaszpara Haina czytamy, co następuje: Dnia 5 i 6 sierpnia 1662 roku, Spisz. W Tatrach było tak wielkie trzęsienie ziemi, że wielka skała, ba! – wierch cały się rozsypał na skalne bałwany. Wiele wierchów to też poruszyło, a także powstało nowe jezioro, nowa przestrzeń wodna. Pokazał się też żywy smok. Siedział on a opuszczonym szczyrbskim kościele, gdzie go widziano przez kilka dni. Nikt doń się nie ośmielił przybliżyć, aż wreszcie znikł… Dalszy tekst na ten temat znalazłem w książce polskiego pisarza Jacka Kolbuszewskiego pt. „Skarby króla Gregoriusa”, i brzmi on tak: 6 sierpnia 1662 roku na długo pozostał w pamięci mieszkańców północnej części Słowacji. tego bowiem dnia ziemia nagle zadrżała – a trzęsienie było tak silne, ze nie tylko zarysowały się ściany domów w Lewoczy, Kieżmarku i Spiskiej Nowej Wsi, ale nawet pozapadały się niektóre zasobne w szlachetne trunki piwnice. Ci zaś, których oczy były zwrócone w stronę Tatr, mogli na własne oczy dojrzeć jak wali się w gruzy cały wierzchołek Sławkoskiego Szczytu, jak skalna lawina miażdży lasy, jak nad górami tworzy się wielka czarna chmura. Obdarzeni zaś największą spostrzegawczością widzieli sprawcę całego incydentu – ogromnego smoka lecącego wysoko nad Tatrami. […] … Smok wybrał sobie na leżę tak zwany Hochwald, czyli okolice dzisiejszej wsi Štrba. Cytowany komentarz do tekstu Gaszpara Haina dopełnia dalszy tekst, który mówi, że jeszcze po stu latach od tego wydarzenia górale twierdzą, że: W Tatrach co najmniej jeden smok być musi!…

Tak zatem ten kronikarski zapisek może się stać przedmiotem burzliwych dyskusji kryptozoologów i ich oponentów, zaś istnienie dinozaurów w Tatrach w dawnych epokach geologicznych leży poza wszelką dyskusją. Miażdżącym dowodem na powyższe stwierdzenie są trzy ślady tylnych kończyn dwunogiego jaszczura na płycie piaskowca z Tichej Doliny – południowych stoków Czerwonych Wierchów. Ślady były pierwotnie odciśnięte w błocie leżącym przy cieku wodnym, a po wyschnięciu zasypał je piasek, który kamieniejąc stworzył solidne schronienie dla nich.

Kształt śladów dowodzi, że zwierzę, które je wytworzyło, należało do grupy celurozaurów – Coelurosauria. Ślad – którego właściciel otrzymał nazwę Coelurosaurichnus tatricus – jest odciskiem trójpalczastej, tylnej kończyny. Środkowy palec ma trzy, lewy dwa, a prawy cztery człony. Środkowy palec przy chodzeniu utrzymywał masę całego ciała, zaś pozostałe utrzymywały stabilność przy chodzeniu. Tylną część stopy stanowił rodzaj „pięty”, która była jedynie wyrostkiem zrogowaciałej skóry, która chroniła podeszwę stopy, podobnie jak i cała muskulatura – vide rys. 4 i 5.

Stopa Coelurosaurichnus tatricus pochodzi z czasów Górnego Triasu – pierwszego okresu Ery Mezozoicznej. Był to dorosły, dwunożny jaszczur o wzroście 2 metrów i o masie ciała około 100 kg – z grypy tej powstały potem ptaki. Podobnie jak reszta celurozaurów miał przedłużoną szyję, zaś jego dwumetrowy ogon wznosił się jako przeciwwaga nad ziemią. Ciało jaszczura pokrywała gładka i gruba skóra – miejscami pokryta skórnymi wykwitami. Tatrzańskiego celurozaura można sobie przedstawić jako dinozaura chodzącego po pofałdowanej, bagnistej krainie, gdzie znajdowała się piaszczysta gleba, porośnięta roślinami iglastymi. Dookoła płytkich jeziorek rosły gaje cykasowatych palm, paprotników i ogromnych araukarii. Z pagórków wiatr zwiewał pył i piasek. Daleko na horyzoncie widać było morze, które wkrótce miało zalać ten region, jak to było już kilkakrotnie od czasu, kiedy to Ocean Tetydy zalewał nasz kraj.

Dinozaur, który pozostawił ślady i którego nazwano Coelurosaurichnus tatricus przeszedł po tym terenie 195 mln lat temu. Kawałek skały, na którym się zachowały przetrwał do naszych czasów, tak jak świadectwo lewoczskiego kronikarza * którego do dziś dnia nikt nie wyjaśnił…

Przekład z j. słowackiego Robert K. Leśniakiewicz

aktualizácia: 23.01.2017 | počet zobrazení: 119

počet prístupov od 10.02.2007: 433013
počet prístupov dnes: 1